Jestem dzieckiem dwojga architektów. Myślę, że to wiele tłumaczy.

Urodziłam się pod koniec lat 70, we Wrocławiu.

Tata w latach 80, w Kuwejcie projektował hotele.

Mama (miłośniczka przyrody, historii sztuki, literatury) w tym czasie, wprowadzała mnie za rękę, do świata piękna. Ta edukacja, bardziej niż szkolne lekcje, wywarła wpływ na moje dalsze losy.

Moją wrażliwość i wyobraźnię kształtowały leśne i górskie wyprawy, plądrowanie ruin zamków na szlaku Orlich Gniazd, odkrywanie podupadających renesansowych pałaców, zwiedzanie gotyckich katedr, drewnianych kościołów i przystawanie przy przemijających świadkach historii, poza turystycznymi szlakami.

Pamiętam dziecięce zadziwienie szkieletem bezlistnego pnącza porastającego opuszczony budynek. Plątaninę korzeni obejmujących ogromny głaz. Gęstwinę gałęzi, rysunek nerwów pod mikroskopem, organiczną linię na secesyjnej elewacji. Młode brzózki miłościwie zarastające dach walącej się stodoły…

Symbiotyczne (?) współistnienie natury i kultury.

W liceum zamarzyłam o projektowaniu scenografii teatralnej (2 letni epizod w klasie teatralnej w XIV LO we Wrocławiu). Niespełnione nadzieje twórcze, związane z tą klasą, miałam szansę spełniać dopiero w klasie o profilu architektonicznym, we wrocławskim III LO.

Pomysł studiowania na Akademii Sztuk Pięknych zawdzięczam nauczycielce rysunku, prowadzącej naszą klasę.

Wybrałam wydział malarstwa. Z wieloma perypetiami studiowałam ten kierunek przez 7 lat 🙂

Kiedy nie rysowałam, czytałam książki. Lub chodziłam z walkmanem na uszach, na długie wędrówki, podczas których pielęgnowałam wizje wymyślonych, bezludnych światów.

Te światy do dziś snują mi się po głowie i prowokują do powstawania wciąż nowych rysunków i obrazów, w których kreska symbolicznie oplata siatką linii, złudzenie przedstawianego fragmentu nieistniejącej rzeczywistości…

Tytuły niektórych wystaw indywidualnych:
„Na progu realności”
„W gęstwinie wyobraźni”
„Przenikanie”

6 komentarzy

  • Ula pisze:

    Witaj!
    Dobrze, że napisałaś o sobie właśnie tak. Teraz rozumiem skąd te katedry, patyki, pnącza, plątanina łodyg i konstrukcje niby ludzkie niby roślinne niby senne.
    Miło Cię poznać tak bliżej. Niezmiennie podziwiam i trwam w zachwycie. Powodzenia! 🙂

    • Ulu, bardzo dziękuję za komentarz!
      Nieustannie zadziwia mnie fakt, jak to świecące, mniejsze lub większe, okienko zbliża ludzi.
      A w kwestii blogowania- raczkuję- i tym bardziej jestem Ci wdzięczna za łaskawy odbiór i pozostawiony przez Ciebie, ciepły serdeczny ślad 🙂

  • Marcin pisze:

    No to znów się czegoś dowiedziałem o swojej idolce 🙂

    • Marcinie, dziękuję za wpis!
      I ja się czegoś nowego dowiedziałam: że jestem czyjąś idolką 🙂
      Nieustannie też czekam na chwilę, kiedy Ty zdecydujesz się pokazać światu swoje literacko graficzne talenta, na szerszą skalę. 🙂

  • KInga Malec pisze:

    Aniu, cudownie było i jest towarzyszyć Twoim poszukiwaniom, wyborom, obserwować jak rozwijasz się jako kobieta, matka, artystka. Piękna refleksja, proszę o więcej.

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.